JuliuszRawicz

Juliusz Rawicz

  • Urodzony:

    03.04.1936

  • Zmarły:

    01.07.2013

Stroną opiekuje się: Sylwia Chrostowska

Julek Rawicz, czy po prostu wujek Julek, był i pozostanie dla mnie nie tylko wzorowym wujkiem—istotą wręcz wujkowości—ale także jedną z najważniejszych postaci w moim życiu. Nie uczył mnie zawodu dziennikarza. Nie namawiał nawet do pracy umysłowej. Niewiele też (głównie z mojej winy) było w młodości okazji do poradzenia sie go czy do wspólnych rozmów o polityce w wieku dojrzałym. Nie mogę poszczycić się jego przyjaźnią lub wieloletnią fachową opieką. Nigdy nie wziął mnie pod tak zwane skrzydła. A jednak skrzydła dał mi na zawsze.

 

Wiele z najdroższych wspomnień z dzieciństwa zawdzięczam właśnie jemu. Począwszy od milczącego paktu w obliczu cioci Haliny, która jak sięgnąć pamięcią była w ich domu duchem porządku i surowego zdrowego rozsądku. Jakże ascetyczne byłyby dnie i noce spędzone na Filareckiej, gdyby nie ten nasz pakt, ustanowiony jeszcze z wujka mamą, bajeczną zresztą osobą, który on po jej śmierci na swój sposób odnowił.

 

Przykładów jego niebywałej wyrozumiałości dla mojej małoletniości mogłabym przytoczyć wiele. Perełką wśród nich pozostanie korekta urodzinowych życzeń od cioci: „Sylwio, rośnij duża, nie przeszkadzaj cioci, nie skacz, etc.”, zmienione na „Koniecznie przeszkadzaj cioci, skacz i tylko nie dorastaj...” Nigdy nie zapomnę jego pomocy w realizacji (w miarę aktualnych warunków) mojej pasji latania. Razem wybieraliśmy trasę lotu w starych atlasach, które ściągał z regału specjalnie w tym celu, i obliczaliśmy, na podstawie prędkości, z jaką machałam ramionami, przebyte przez mnie odległości. Był niczym auctoritas do ciocinej potestas. Nie pamiętam jak wytłumaczył jej wartość mojego zajęcia, miało się ono jedynie odbywać we względnym opanowaniu, bez ganiania, stacjonarnie... Teraz wiem, że podejście geograficzno-fizyczne było genjalnym sposobem na poskromienie dziecięcego szaleństwa, czemu ciocia nie mogła w końcu być przeciwna. Były wzloty, były też i upadki, kiedy na przykład wujek kładąc mnie spać (na moje wlasne życzenie) sam się zdrzemnął, przypalając mnie przy tym niechcący papierosem. Z tych właśnie względów podejrzewałam go o kapłaństwo całego szeregu małych życiowych inicjacji.

 

Niestety, od połowy lat 90tych widywaliśmy się tylko dwa razy do roku, kiedy odwiedzałam w kraju bliskich. Pozostał niezmieniony: uroczy, wielkoduszny, pełen współczucia.

 

Mnie również będzie go brakowało.

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    01.11.2013
    Na 1 listopada
  •  
    01.11.2013
    Julku dziekuje
  •  
    16.09.2013
    ADAM
  •  
    16.09.2013
    MARIAN MIERZEJEWSKI
  •  
    08.07.2013
    Natalia
  •  
    05.07.2013
    Kazik
  •  
    04.07.2013
    Mirek
  •  
    04.07.2013
    Sylwia Chrostowska

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych

  • Slamazzar

    Jeden z najmądrzejszych i najbardziej godnych zaufania ludzi, o jakich słyszałem. A już na pewno najmądrzejszy, jakiego miałem szczęście znać osobiście. Przy tym ostoja łagodności. Mimo wielkiej jego mądrości, chyba nikt nie mógłby czuć się przy nim skrępowany, czy w jakikolwiek sposób niekomfortowo. Mnie od najmłodszych lat pozwalał traktować się jak przyjaciela, choć dzieliły nas dwa pokolenia.

    Jeszcze tydzień wcześniej graliśmy w scrabble, słuchaliśmy Młynarskiego, rozmawialiśmy o PRL-u i (ze szwagrem) o pomyśle założenia "antypartii"...

    Był przyjacielem, ale chyba przede wszystkim był autorytetem. Autorytet to jedno z tych słów, które nie do końca wiadomo, co znaczą. Ale jeśli przyjąć, że jest to ktoś, czyja opinia na dowolny temat staje się naszą opinią, to jest to właśnie ten przypadek.

    Dziękuję Ci za wszystko.
    Chciałbym Cię jeszcze o tyle zapytać...
    Ale na razie... do zobaczenia!
    ...bo i tak "w zielone gramy"!