SabinaDębińska

Sabina Dębińska

Stroną opiekuje się: nekrolog@agora.pl
Sabina Dębińska 1928-2014
Wspomnienie w dniu imienin
Dzisiaj są imieniny mojej Mamy, Sabiny. Gdyby żyła w jej mieszkaniu stałby rozłożony wielki stół, pomysłowo udekorowany i przygotowany dla gości, ale bez nakryć, bowiem nigdy nie było wiadomo wcześniej ilu tych gości będzie. Mama nigdy nie przypominała o swoich imieninach, nigdy na nie nie zapraszała. „Kto pamięta, ten przyjdzie” – mówiła. Wzruszała ramionami na uwagę, że to środa albo poniedziałek, więc praca, szkoła, obowiązki. „Dla kogo ważne, ten pół godziny znajdzie”. Taka właśnie była. Zależało jej na świadectwie pamięci i wyrazach sympatii, ale tylko takich, które były niewymuszone, bezinteresowne i niepodatne na błahe przeszkody. Potem długo w noc stałyśmy przy zlewozmywaku, myjąc sterty talerzy. Bo nigdy nie zawiodła się na tych, których się spodziewała. Czasem nawet okruszka pasztetu – absolutnego króla Maminej kuchni - nie posmakowałam, bo strach był, że jeszcze ktoś wpadnie i już dla niego nie starczy.
W ostatnich latach trochę ten rytuał podupadł ze względu na choroby Mamy, no i też innych coraz starszych pań i panów z rodziny oraz z jej koleżeństwa i sąsiedztwa.
Moja Mama była bardzo honorowa. Każdemu nieba by przychyliła, ale nie kłaniała się nikomu dla zysku czy innej korzyści. Ostatnia żeby o coś prosić dla siebie, ale pierwsza, aby pomóc. Umiała wyprzedzić cudze potrzeby, pomóc zawczasu, aby ten drugi nie musiał prosić.
Była bardzo życzliwa, opiekuńcza, ale z wielkim poczuciem humoru, z umiejętnością rozróżniania spraw ważnych i mniej ważnych, całkowicie pozbawiona hipokryzji, czułostkowości, wyrachowania.
Ostatnie trzy i pół roku jej życia było czasem wielkiego cierpienia po doznanych ciężkich udarach. Walczyła, ale co udało się jakąś dolegliwość pokonać, to przychodziła jeszcze większa, jeszcze straszniejsza. Każdej stawiała czoła, zbuntowana przeciw losowi prawie do końca. Nie mogła wypowiedzieć ani słowa, ale spojrzenie pozostało harde do ostatniej godziny.
Dzisiaj mamy puste ręce. Czas jej choroby był dla nas, dla rodziny i przyjaciół, bardzo trudny, ale mieliśmy to jej życie w naszych rękach. Dzisiaj nasze ręce są jej niepotrzebne. My się nią opiekowaliśmy, trudziliśmy się, ale to ona – taka bezradna, milcząca i obolała – była naszym darem, naszą drogą do wielkich uczuć, myśli i przeżyć.
I może to jest najbardziej nieoczekiwane w naszym życiu: to jak drugi człowiek – sobą – otwiera nam wrota do miłości większej niż miłość, o którą zabiegamy.
Iwona D. Bartczak, córka

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    02.09.2017
    rr
  •  
    28.10.2014
    nekrolog@agora.pl

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych