SabinaPokrzywa

Sabina Pokrzywa

Stroną opiekuje się: nekrolog@agora.pl
Nasza Mama 


SABINA POKRZYWA


Urodziła się 7 listopada 1922 roku w Piotrkowicach na ziemi kieleckiej.
Była absolwentką Gimnazjum Ogólnokształcącego im. Marszałka
Piłsudskiego w Busku-Zdroju, które ukończyła w 1939 roku.
Podczas wojny aktywnie uczestniczyła w podziemnym Ruchu Oporu
na Kielecczyźnie.
Pracę zawodową rozpoczęła po wojnie w 1945 roku w Powiatowym
Urzędzie Ziemskim, a następnie w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym
w Busku-Zdroju. Po przeprowadzce do Warszawy, w latach 1947-1950
pracowała w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”, gdzie poznała naszego
Tatę Feliksa Pokrzywę, następnie do połowy 1953 roku w Banku
Inwestycyjnym w Warszawie, a od 1954 – w Centralnym Zarządzie MHD.
W Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin IHAR podjęła pracę,
na stanowisku inspektora ekonomicznego, 1 grudnia 1954 roku,
skąd po 24 latach przeszła na emeryturę.

Trudno jest mówić o naszej Mamie w czasie przeszłym, bo nawet dziś,
kiedy już odeszła, czujemy niezmiennie Jej bliską obecność.
Ten, kto Ją znał choćby chwilę, dostawał od Niej w upominku coś
osobistego - niektórzy poradę, inni refleksję albo historyjkę z Jej życia,
jeszcze inni smakołyk własnego wypieku, a szczęściarze strofę wiersza
ułożonego specjalnie na tę okazję. Zdarzało się też, że obdzielała ludzi
swoimi słynnymi „łapkami”, które, nawet gdy Ją wzrok zawodził,
mozolnie dziergała, siedząc przy oknie.
Śledziła życie razem z nami i była przejęta losami Ojczyzny,
swych najbliższych, znajomych, a także tych, których nie znała.
Tam, gdzie mogła, starała się zmienić stan rzeczy na lepsze.

Wiemy o tym my wszyscy, którzy Ją pożegnaliśmy we wrześniu - wiedzą
o tym lekarze w szpitalu, w którym spędziła kilka miesięcy, wiedzą
sikorki i wrona inwalidka, karmione przez Nią podczas zimowych
mrozów. Nie zapomni też Jej laski paru kierowców, którzy zbyt odważnie
wjechali na czerwonym świetle na pasy dla pieszych…

Miała talenty, których pozazdrościłby dyplomata, poeta, pisarz, cukiernik
i filozof. Była wyjątkową Przyjaciółką, ale przede wszystkim Mamą,
Babcią, Teściową…
I choć życie musi toczyć się dalej, nie żegnamy naszej Mamy,
bo Ona jest i na zawsze pozostanie w naszych myślach i w naszych
uczynkach.


Monika Strugała i Jacek Pokrzywa

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    31.01.2019
    Hania S.
  •  
    10.11.2014
    Roma Napiórkowska
  •  
    02.11.2014
    Agnieszka
  •  
    30.10.2014
  •  
    28.10.2014
    nekrolog@agora.pl

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych

  • Twój podpis

    O Sabince,
    Miałam to szczęście, że pracowałam z Sabinką w Instytucie Hodowili i Aklimatyzacji Roślin przez 11 lat. W tym 8 lat w jednym pokoju ("biurko w biurko"). To były najwspanialsze lata w moim urzędniczym życiu - i właśnie dzięki Sabince!
    Sabina, "starsza siostra", stwarzała nam atmosferę ludzką, przyjacielską, pogodną, w której problemy rozwiązywały się niemal same, a liudzie mieli do siebie wiele sympatii i zaufania.
    Wszystkie podziwiałyśmy intelekt Sabiny, jej wielkie serce, pogodną tolerancję dla ludzkich wad i ułomności charakteru (choć nie wybaczała podłości ani grubiaństwa, ale i nie zatrzymywała się nad tym), subtelne poczucie humoru i mnóstwo talentów, jak poezja, muzyka, śpiew, fenomenalna po prostu pamięć. Sabina przepięknie haftowała - nawet na podstawie zdjęcia potrafiła wyhaftować autentyczną podobiznę. Wciąż trudno uwierzyć, że robiła je przecież .... amatorka. Sabina była też osobą wyjątkowo pracowitą i sumienną, przy tym autentycznie skromną. Od siebie wymagała najwięcej, i nigdy nie pamiętam, aby próbowała udowadniać, że przecież inni także powinnni.
    Wspominam przebywanie w towarzystwie Sabiny jako radosną część dnia pracy. Było to swego rodzaju przywilejem, każdy czuł się mile widziany, dowartościowany, ważny.

    Jest powiedzenie, które uczy, aby "za życia kochać, a po śmierci nie płakać". Ale jak nie płakać? Tak trudno się pogodzić z odejściem Sabinki.....

  • Roma Napiórkowska

    O Sabince,
    Miałam to szczęście, że pracowałam z Sabinką w Instytucie Hodowili i Aklimatyzacji Roślin przez 11 lat. W tym 8 lat w jednym pokoju ("biurko w biurko"). To były najwspanialsze lata w moim urzędniczym życiu - i właśnie dzięki Sabince!
    Sabina, "starsza siostra", stwarzała nam atmosferę ludzką, przyjacielską, pogodną, w której problemy rozwiązywały się niemal same, a liudzie mieli do siebie wiele sympatii i zaufania.
    Wszystkie podziwiałyśmy intelekt Sabiny, jej wielkie serce, pogodną tolerancję dla ludzkich wad i ułomności charakteru (choć nie wybaczała podłości ani grubiaństwa, ale i nie zatrzymywała się nad tym), subtelne poczucie humoru i mnóstwo talentów, jak poezja, muzyka, śpiew, fenomenalna po prostu pamięć. Sabina przepięknie haftowała - nawet na podstawie zdjęcia potrafiła wyhaftować autentyczną podobiznę. Wciąż trudno uwierzyć, że robiła je przecież .... amatorka. Sabina była też osobą wyjątkowo pracowitą i sumienną, przy tym autentycznie skromną. Od siebie wymagała najwięcej, i nigdy nie pamiętam, aby próbowała udowadniać, że przecież inni także powinnni.
    Wspominam przebywanie w towarzystwie Sabiny jako radosną część dnia pracy. Było to swego rodzaju przywilejem, każdy czuł się mile widziany, dowartościowany, ważny.

    Jest powiedzenie, które uczy, aby "za życia kochać, a po śmierci nie płakać". Ale jak nie płakać? Tak trudno się pogodzić z odejściem Sabinki.....