ZbigniewCichocki

Zbigniew Cichocki

Zbigniew Cichocki (1964 - 2014)

„Pan Konik” ze Starego Zoo w Poznaniu

W alejce na wprost woliery dwa czarno-białe kuce z czerwonymi pomponami przy ogłowiach, zielona bryczka, tłumek kłębiących się dzieciaków. No i on – Pan Konik, jak go tam wszyscy nazywali, wysoko na koźle w nieodłącznym skórzanym kowbojskim kapeluszu, z kilkudziesięcioma przyczepionymi doń odznakami, odmierzający bryczką wesołym „klik-klok, klik-klok” kolejne kółeczka parkowymi alejkami, od woliery z ptakami, obok kopytnych, do starej groty i ptaszarni, wzdłuż Starej Lwiarni i placu zabaw, by potem jeszcze zrobić ostrzejszy zakręt przy pomniku wilka i na koniec trochę przygalopować, ku uciesze jadących, z powrotem pod pawilon płazów i gadów.

Od maja do września, gdy tylko pogoda pozwalała, a obowiązkowo w weekendy i wakacje, Pan Konik woził swoją zieloną bryczką po Starym Zoo dzieci, rodziców, dziadków, zakochane pary, Jeżyczan, turystów. My – jego wolontariusze i wychowankowie, tak jak on pasjonaci koni i powożenia, prowadziliśmy w tym czasie pod jego nadzorem przejażdżki dla dzieci w siodle na kucykach w ich zagrodzie, a dla chętnych naukę konnej jazdy. Wśród stałych bywalców Starego Zoo byli i tacy, którzy przychodzili tam tylko dla niego i tych jego koników, czasem gdzieś z odległych zakątków Poznania. Dzieci ciągnęły do niego, uwielbiały go, chciały mu towarzyszyć, on się już czasem złościł i od nich opędzał, ale co sezon znalazło się zawsze kilkoro dzieciaków, zazwyczaj z biedniejszych jeżyckich rodzin, które spędzały z nim w tym Zoo całe lato. Przejażdżki były platne, ale gdy widział dziecko niepełnosprawne czy uboższe, jechały za tzw. friko.

Zresztą przyciągał nie tylko dzieci – na ławeczce obok jego bryczki przysiadało wielu ludzi, różni nieszczęśliwcy i zagubieni tego świata lubili pozwierzać się, podumać a on sam, z natury kawalarz, gawędziarz, z dużym talentem mimicznym, gdy był w dobrym humorze bawił towarzystwo swymi opowieściami i głośnym śmiechem.

Wspólnie z nim i Fundacją „Lajkonik”, w której my sami od dziecka uczyliśmy się jazdy konnej, braliśmy także od kilku lat udział w poznańskich Cavaliadach na Targach, gdzie pomagaliśmy mu w pokazach powożenia i przejażdżkach maratonówką, ukierunkowanych szczególnie na niepełnosprawnych.

Minionego lata Pan Konik nie pojawił się w Starym Zoo, miejsce gdzie dotąd parkowała zielona bryczka wiało pustką. 13 lipca zrobił nią swoje ostatnie okrążenie – w Otuszu, na zawodach w powożeniu, gdzie 10 minut po przejeździe w swojej konkurencji doznał nagłego udaru i mimo intensywnej akcji reanimacyjnej, po godzinie zmarł.

Pan w charakterystycznym kowbojskim kapeluszu, (którego dzieci w Zoo nie pozwalały mu zdejmować), był bowiem mistrzem powożenia, wielokrotnym uczestnikiem i zwycięzcą różnych zawodów, hodowcą koni i kucy, wieloletnim prezesem wielkopolskiego związku koni małych. Popularyzował zwłaszcza hodowlę kucy felińskich, stworzoną przez Akademię Rolniczą w Lublinie pół wieku temu specjalną rasę zrywnego i wytrzymałego konika, którymi to właśnie powoził w Zoo, a wcześniej wygrywał zawody. Konie były przez całe życie jego pasją, chociaż zawodowo się nimi nie zajmował – przez długie lata prowadził lakiernię i pomoc drogową w Nowym Tomyśłu, był też przez kilka lat prezesem polsko-holenderskiej spółki budowlanej. Po kilku zawałach i wszyciu by-passów zmuszony był przejść na rentę, firmę przekazał synowi. (Nie tylko firmę, ale także pasję do koni – syn Sebastian Cichocki jest dwukrotnym wicemistrzem Polski amatorów w powożeniu). Będąc już na rencie, dość schorowany, gdy dowiedział się przypadkiem, że Stare Zoo w Poznaniu szuka powożącego z małymi końmi i bryczką, natychmiast się zgłosił.

Zakochał się w Starym Zoo, w uroku tego miejsca, w jego historii. Zwierzęta towarzyszyły mu przez całe życie, nie tylko konie, przygarniał je, hodował, dokarmiał – w domu dbał, by zawsze było kilka psów, kotów, a gdy tylko była okazja – także kury, gęsi, króliki, świnki wietnamskie, kozy. Jak wielu bolał nad zapuszczeniem ogrodu przy Zwierzynieckiej, nad zaniedbaniami, opuszczonymi, pustymi pawilonami. Snuł plany przywrócenia świetności starej architekturze i wpuszczenia zwierząt do opuszczonych obejść. Próbował negocjować zmiany, zainteresować nimi władze, czym naraził się na irytację, a w końcu i niełaskę poprzedniej dyrekcji Zoo. Sam rencista, sponsorował gdy mógł a to nowy ogródek z ziołami, a to rodzinę świnek morskich, by małe dzieci cieszyły się, że chociaż jakieś zwierzątka zapełniły pusty dotąd domek. Jesienią dwa lata temu pomagaliśmy mu, jego wolontariusze, odgruzować dawną Słoniarnię, odświeżyć ją i zaadaptować na ujeżdżalnię, tak by dzieci mogły jeździć na kucyku i uczyć się konnej jazdy także w niepogodę, gdy jesienią na dworze zimno. Chciał, by mogły tam z hipoterapii korzystać dzieci niepełnosprawne, z pobliskich szkół specjalnych, dla których taka lokalizacja w centrum miasta byłaby dodatkowym ułatwieniem. Uzgadniał to ze śp. Krzysztofem Lauschem, dyrektorem poznańskiej „Szkoły Życia”, który zaprosił go do współpracy przy olimpiadach specjanych i z którym razem snuli plany oferty nauki powożenia dla młodzieży i dorosłych niepełnosprawnych i wystawienia poznańskiej reprezentacji powożących niepełnosprawnych na zagranicznych zawodach. Współpracę tę przerwała w ubiegłym roku śmierć ich obu.

„Zbyszek - wspaniały człowiek o wielkim sercu ...Dziękuje za to, że mogłam Cię poznać i za to, że byleś dla mnie jak wujek. Tyle wspaniałych wspomnień i lat spędzonych w Twoim towarzystwie. Bardzo Ci dziękuje za to, że zawsze mogłam z Tobą porozmawiać i się pośmiać. Byleś, jesteś i zawsze będziesz w moim sercu. Nigdy o Tobie nie zapomnę!” – Daria Czajka

„Cieszę się, że mogłem Cię poznać, spędzić z Tobą lepszy i gorszy okres. Wspomnienia pozostają w moim sercu. Byłeś dla mnie najlepszym przyjacielem jak i zarazem dziadkiem. Mogłem z Tobą o wszystkim porozmawiać. Ciesze się bardzo, że ostatnie Twoje dni i zawody spędziliśmy razem. Będzie mi Ciebie strasznie brakowało!” - Doman Sadowski

„Wujek - człowiek z pasją, inicjatywą, twardym charakterem. Bóg zawsze pierwszych bierze tych najlepszych. Ale zostanie pamięć i potrzeba kontynuowania wspólnych pasji. Nigdy cię nie zapomnimy”- Anna Olejarczyk
Zbigniew Cichocki pochowany został na cmentarzu w Nowym Tomyślu. Żegnały go tłumy.

Daria Czajka, Anna Olejarczyk, Doman Sadowski. Spisała: Katarzyna Kretkowska

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    17.10.2015
  •  
    17.10.2015
    zbigniew cichowski
  •  
    04.03.2015
    Nekrologi

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych