KazimierzZyskowski

płk Kazimierz Zyskowski

Niech spoczywa w spokoju

  • Urodzony:

    15.02.1944, Lutry

  • Zmarły:

    02.07.2015, Łódź

  • Pochowany:

    Cmentarz Rzymskokatolicki p.w. Św. Antoniego w Łodzi, ul. Solec 11 (Mania), kwatera: 9, linia 12, nr grobu: 4

Stroną opiekuje się: Arkadiusz Jadczak

Urodził się na obrzeżach Puszczy Białej, nieopodal Rzeki Narwi. Tam, gdzie latem łąki rozkwitają i intensywnie pachną. Może właśnie dlatego tak pokochał przyrodę i był tak mocno związany z ziemią do samego końca. Kochał je tak samo jak rodzinę. Dbał o bliskich, przyrodę, pielęgnował przyjaźnie. Żył z żoną 45 lat, wychował dwie córki i czworo wnucząt, dzieląc się z nimi miłością tak, jak umiał najlepiej.

 

Lubił obserwować ptaki, uprawiał rośliny, a każdą wolną chwilę spędzał na ukochanej działce - własnym skrawku świata, w swojej "Małej Ojczyźnie". Dostrzegał piękno wszelkich stworzeń i przekazywał pozytywny obraz natury często dzieląc się tym, co sam od niej otrzymywał - jej darami: barwnymi kwiatami, wszelkimi owocami, pachnącymi ziołami. Potrafił pogodzić to z odpowiedzialną pracą zawodową psychologa i długoletnią służbą wojskową. Plecak, solidne buty, uśmiech na twarzy. Do końca sprawny fizycznie i wytrwały - pokonywał wszelkie trudności i dolegliwości bez zmrużenia oka, jak na prawdziwego żołnierza przystało.

 

Zawsze można było na niego liczyć. Zamiast brać - chętniej dawał. Lubił być pożyteczny. Godny zaufania szybko zjednywał do siebie kolegów. Był nie tylko kochającym i odpowiedzialnym mężem, ojcem i dziadkiem. Uczestniczył we wspólnotach lokalnych: czy to dawnych żołnierzy czy działkowców, okazując szacunek innym, ale również go zyskując. Aktywny i spełniony zawodowo oraz życiowo i rodzinnie - odszedł od nas szczęśliwy. Do końca troszczył się o innych, dając do zrozumienia kto jest najważniejszy w ostatnich słowach wypowiedzianych do córek: "Idźcie do dzieci!". Ziemia która nas żywi i utrzymuje, stała się jego nowym domem.

 

Żegnaj ukochany Mężu, Tato, Dziadku!

 

Ze spokojem znosił wszelkie przeciwności losu. Irytację, gdzieś tam wewnątrz skrywaną okazywał uśmiechem. Na nic się nie skarżył, niczego nie potrzebował, wystarczyły książki w zimowe wieczory, oczekiwanie na wiosnę, aby z zaciekawieniem przyglądać się przyrodzie. Skromność Kazika czasem stawała się nieznośna, bo szkodliwa dla Niego. Jak dzielny żołnierz nie wystraszył się śmiertelnej choroby, ale jeśli w ogóle podjął z nią walkę, to na swój sposób, a więc tak, aby nikt nie wiedział i nie widział, i aby walka z nią nie stawała się udziałem najbliższych. Jak żył, tak odszedł, po cichu, w spokoju. To była nie tylko przedwczesna śmierć. To śmierć okropnie niesprawiedliwa, przyszła w chwili, gdy kwiaty, które pielęgnował na działce – rozkwitały. Nie wszystkie zdążył zobaczyć i nacieszyć się ich widokiem. 

 

Żegnaj druhu. Henryk

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    14.08.2018
    kazimierz
  •  
    18.01.2017
    Ania
  •  
    18.01.2017
    Mm
  •  
    28.10.2015
    znajoma rodziny
  •  
    22.09.2015
    Ania
  •  
    15.09.2015
    ...
  •  
    07.09.2015
    Maria Ciurys
  •  
    31.07.2015
    anonim
  •  
    23.07.2015
    Bożena Nowicka
  •  
    15.07.2015
    Włodzimierz Olejnik
  •  
    10.07.2015
  •  
    09.07.2015
    wk
  •  
    09.07.2015
    Małgorzata Marciniak
  •  
    09.07.2015
    ak
  •  
    09.07.2015
    Maciej Sobolewski
  •  
    09.07.2015
    Aneta Jeremus-Lenkiewicz
  •  
    09.07.2015
    Marcin
  •  
    08.07.2015
    Karol
  •  
    08.07.2015
    Cecylia
  •  
    08.07.2015

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych