KazimierzBurzyński

Kazimierz Burzyński

  • Urodzony:

    07.01.1915, Barań pod Orszą

  • Pochowany:

    Pabianice

Urodził się w miejscowości Barań pod Orszą na Białorusi w 1915 roku, gdzie jego rodzina schroniła się u krewnych uciekając przed wojskami niemieckimi. Zaledwie kilka lat później musieli uciekać stamtąd przed bolszewikami do Łodzi. Nigdy już nie zobaczył miejsca w którym się urodził, za wyjątkiem jednego razu z okien pociągu jadącego przez Witebsk do Moskwy. By je zobaczyć wstał pośrodku nocy.
 
Po poworcie do niepodległej Polski sytuacja materialna rodziny Dziadka uległa dramatycznemu pogorszeniu po śmierci w 1924 roku ojca, sekretarza magistratu w Pabianicach. Jego matka podjęła pracę, jako urzędniczka, by móc wykształcić dwóch synów: starszego Władysława i   młodszego Kazimierza.   Było bardzo ciężko: gdy zdał (świetnie zresztą) maturę w gimnazjum, dyrektor odmówił wydania świadectwa, gdyż matka zalegała z czesnym. Studia na Politechnice Warszawskiej musiał odłożyć na kilka lat, aby pracując jako konduktor w autobusach warszawskich, pomóc bratu w utrzymaniu i ukończeniu studiów na Politechnice Warszawskiej.   Swoje studia na tej samej uczelni mógł podjąć dopiero w 1938 roku.

O doświadczeniach z czasów wojny, którą przeżył w Warszawie, mówił niezwykle powściągliwie. W czasie okupacji pracował w stolarni i opiekował się matką, która zmarła w potwornych bólach na raka piersi w 1942 roku. Jedynego brata zamordowano rok później w Oświęcimiu. Po powstaniu warszawskim, które zastało go na Pradze,   udało mu się przedostać do Pabianic. Przy przekraczaniu “zielonej granicy” złapali go Niemcy i czekał na rozstrzelanie. Uratował mu życie nieznany mu zupełnie tłumacz, dzięki którego staraniom wypuszczono go nad ranem. Przez tę jedną noc osiwiał - z ciemnego bruneta stał się szpakowaty. Do końca życia, podobnie jak Babcia, nienawidził wojny.

Po wyzwoleniu w 1945 nie wrócił już na studia – zaangażował się w odbudowę kraju. Był vice starostą piotrkowskim, potem przez wiele lat kierownikiem wydziału gospodarki komunalnej i mieszkaniowej w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Łodzi. Babcia wspominała, że w tych trudnych czasach mógł spać spokojnie, bo nigdy nie przyjął żadnej łapówki i zawsze starał się pomagać ludziom.

Choć może to dziś dziwić, jak potomek rodziny ziemiańskiej został członkiem PZPR i socjalistą, to ja go rozumiem. Jako młody człowiek wystarczająco napatrzył się na ogromną biedę i nierówności społeczne II RP, podsycane i wykorzystywane przez tępy nacjonalizm. Dla niego liczył się zawsze człowiek: mówił, że w 1939 roku życie uratował mu kolega z gimnazjum Niemiec, ojcem chrzestnym jego najstarszej córki był jego przyjaciel Żyd – i to w 1943 roku! Opowiadał mi o getcie ławkowym na Politechnice Warszawskiej i o tym jak w geście solidarności z kolegami Żydami stał. Pamiętam doskonale, jak na koniec tej historii spojrzał mi w oczy i wskazując na mnie palcem powiedział dobitnie: “I Pan Panie Kazimierzu, Pan też ma w takiej sytuacji stać!”

Poślubił swoją miłość z dzieciństwa Cecylię Bolesławę   Owczarek – podobno zakochali się w sobie mając pięć lat, gdy Babcia złamała Dziadkowi rękę. Pamiętam jak czule mówił do Babci: „Boleczko!” Przeżyli razem szczęśliwie 50 lat. Dzielili ze sobą radość z muzyki, trójki dzieci z małżonkami i trojga wnucząt. Ponieważ imię otrzymałem po Nim, zwracał się do mnie zawsze per „Panie Kazimierzu.” Miał niesłychanie suche, prawie angielskie poczucie humoru. Pamiętam, jak spacerując na cmentarzu zobaczył, że ktoś zmarł w dniu Wszystkich Świętych. Skomentował to krótko: „Ten, to miał szczeście!” Nie przywiązywał wagi do rzeczy materialnych – był człowiekiem „być” a nie „mieć”. Cichy, skromny, o zdecydowanych, lewicowych i postępowych poglądach, które odziedziczył po swojej mamie, był bardzo wrażliwy na ludzką krzywdę.

Zmarł 31 października 1992 roku, zanim zdążyłem go dobrze poznać, ale i tak mi go brakuje.

Kazimierz Bem

Kazimierz Burzyński ufundował dla sztandaru Ochotniczej Straży Pożarnej w Gomulinie nowy drzewiec zakończony wspaniałą głowicą. A także odnowienie samego płata sztandaru który był mocno podniszczony z racji jego ukrywania w nie odpowiednich warunkach w okresie II wojny. Na drzewcu przybita jest srebrna tabliczka z nazwiskiem darczyńcy tj." Kazimierz Burzyński STAROSTA PIOTRKOWSKI".

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    13.11.2018
    Ewa i Henio
  •  
    27.12.2012
    Marcin
  •  
    15.11.2012
    Elżbieta i Jakub Bączkowscy
  •  
    15.11.2012
    Tomek z Lusia
  •  
    11.11.2012
    Tomek i Lucyna
  •  
    08.11.2012
    Podpis
  •  
    06.11.2012
    Paweł Burzyński
  •  
    06.11.2012
    Paweł Burzyński
  •  
    01.11.2012
    Grześ
  •  
    01.11.2012
    Gosia z Rysiem
  •  
    31.10.2012
    Ewa Bem
  •  
    31.10.2012
    Jagódka, Asia i Tomek
  •  
    31.10.2012
    Kazik Bem
  •  
    31.10.2012
    córka Ewa i zięć Henryk

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych