Zofia Gilarowska- Kietlińska

  • Urodzona:

    06.01.1923

  • Zmarła:

    27.09.2012

Stroną opiekuje się: Hanna Olszewska

12 września.
Stoję na progu sali, widzę pod oknem srebrne kędziory i niebieskie oczy- tym większe in bardziej szczupła i blada jest ta szlachetna twarz.
To Zosia siedzi na łóżku i wygląda, na szpitalnym tle jak Wielka Księżna.
Dziewczęcy, nieco zażenowany, uroczy uśmiech- „ no patrz Haniu, ja znowu w szpitalu.” Zosia odchodzi, już to wiem. Wiele razy stawiała czoło chorobom, walczyła z nimi dzielnie i bez skargi. Tej już nie pokona. Przecież wie, wie- mimo zmowy otoczenia, wie ale mówi: „chciałabym jeszcze rok pożyć.” W styczniu byłby jubileusz. Związek Plastyków, którego była wieloletnim, aktywnym członkiem, zorganizowałby wielką wystawę, na którą powędrowałyby niezliczone obrazy, ostatnie jeszcze mokre. Wystaw i nagród było wiele, wystawy jeszcze będą- już bez Zosi.
Życie Zosi. Długie, spełnione, ciekawe, trudne. Jej imponująca działalność konspiracyjna od momentu kiedy wojna spadła na jej 16-letnie barki aż do aresztowania w październiku 1944r. czeka na osobne opracowanie. Może córka, może wnuczki, może władze harcerstwa, a może pani Zofia Leszczyńska rozszerzy rozdział o Zosi z książki „ Kobiety Lubelszczyzny”.
 Pogrzeb wspólnego znajomego. Nabożeństwo odprawia- wzruszająco- pastor Wojciech Pracki. Zosia stoi obok sztandaru z grupą AK-owców z biało- czerwoną opaską na ramieniu. Patrzyłam niewidziana- na jej skupioną twarz z błąkającą się dumą z przynależności do tej wspólnoty wojennej niestety już coraz mniej licznej.
Ten ważny rozdział Jej życia odcisnął ślad na dalszych. Pracowitość, opanowanie, dyskrecja takt, odpowiedzialność- czy to nie echa tamtego bohaterskiego czasu? Bo klasę, która była widoczna w każdej sytuacji miała wrodzoną.
 Kazimierz. Dawno, dawno temu. Siedzimy na trawie w błękicie i zieleniach. Mężowie w terenie, dzieci dorastają, jest miło i bezpiecznie. Dobrze być z Zosią.
Puławy. Zosia na ścianie hotelu maluje murale.
Zosia na rusztowaniach przywraca blask Staremu Miastu. Wykonuje sgraffiti.
Liceum Plastyczne. Zosia uczy malarstwa i rysunku.
Kończy się spotkanie bridge'owe. Drugie piętro. Zosia schodzi tyłem. Boli, ale żartuje „ach te kolana, wielokrotnie operowane, a i tak bolą.” to te ściany, te rusztowania, te drabiny i słoty jesienne.
 Zosia w pracowni. Maluje. Pejzaże, kwiaty, abstrakcje, portrety.
Marian Makarski: „Malarstwo Zofii Gilarowskiej-Kietlińskiej jest przede wszystkim subtelne, emanujące malarską kulturą, adresowane do odbiorcy wrażliwego....”
Pracowanie daleko od domu. I ta pierwsza i ta druga. A chodzić coraz trudniej. A czemu nie własna piwniczka? To tam głównie spędzała każdą wolną chwilę. Odłożyła pędzle dzień przed pójściem do szpitala.
 
Od kiedy graliśmy w bridge'a ? Zosia pewnie od zawsze. Partnerzy się zmieniali, niektórych odwołała śmierć. My z Maciejem wytrwaliśmy do ostatniego rozdania.
Lubiła zimne kolory. Wszyscy to respektowali, karty z niebieskimi lub zielonymi koszulkami zawsze wędrowały w Jej ręce. Jeśli spotkanie było u Zosi, w przerwach między robrami objawiał się kunszt kulinarny gospodyni- w tym specjalność domu, osobiście przyrządzany schab nadziewany śliwkami. Przy kartach, na bladej zazwyczaj twarzy Zosi pojawiały sie lekkie rumieńce. Kolejne spotkanie bridge'owe zostało odwołane.
 Zofia Gilarowska- Kietlińska zmarła 27 września, w czwartek o 22.48. We śnie.
 2 października, wtorek. Bliski nam obu Kościół Dominikanów, Zosia mieszkała w nim w czasie okupacji, ja tuż obok, obie wyrzucone przez Niemców z wielkich mieszkań.
Pewnie spotykałyśmy sie nieraz, ale Zosia- już działająca w konspiracyjnym harcerstwie, pomagająca jeńcom i rannym, nie zwracała przecież uwagi na czteroletnią smarkulę.
Lubię stare, mroczne kościoły. Zaduma. Organowa muzyka. Śpiew.
Oparty o boczny ołtarz stoi ostatni Zosi obraz. Powędrował za nią jako dar Rodziny dla Kościoła. Uczestniczy w pożegnaniu. Może już suchy, a może jeszcze nie. A na nim niewyraźna twarz Jana Pawła II w rozchwianej kosmicznym wiatrem białej szacie. Jakże była- malując! - blisko rozchylającej się już dla Niej bramy raju.
Między kwiatami, poniżej ołtarza stoi śnieżnobiała, szczupła, drobna urna. Czy można było lepiej dobrać dla Zosi kolor?
Delikatna, krucha, blada, subtelna, dziewczęca, srebrno-niebieska zamieniła się w to magiczne białe, równie kruche naczynie, które powędruje teraz przez błękitne przestrzenie na zielone łąki.
 
Brakuje Cię Zosiu.
Byłaś wspaniała
                                                                                                                Hanna Olszewska

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    02.11.2012
    Hanna Olszewska

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych