Olga "Kora" Jackowska

Olga "Kora" Jackowska

Ur. 08.06.1951 Zm. 28.07.2018

Wspomnienie

Wspaniała wokalistka i autorka tekstów, dzielna kobieta, która pokazała innym, że warto walczyć o to, co ważne. Rodzice Olgi, repatrianci zza Buga, nie potrafili się odnaleźć w nowej Polsce, ledwo wiązali koniec z końcem w ciasnej suterenie. Jako czterolatka Olga Jackowska została umieszczona w prowadzonym przez zakonnice domu dziecka w Jordanowie. Wróciła do domu, gdy miała dziewięć lat. To ona znalazła ciało ojca, który zmarł na zawał. U boku schorowanej mamy i zmagających się z alkoholizmem braci również nie czuła się szczęśliwa, u wujostwa, które ją przygarnęło, też nie. Próbowała uciekać. Najpierw w narkotyki, próby samobójcze, później w sztukę. Po traumatycznych doświadczeniach dzieciństwa zakwitła - nomen omen - wśród dzieci kwiatów. Środowisko hipisów otworzyło jej oczy na muzykę, literaturę, świat idei. Przeżywała pierwszą wielką miłość, eksperymentowała z narkotykami. Po maturze nie poszła na studia. Znajoma załatwiła jej pracę terapeutki w dziecięcej klinice psychiatrycznej. W Piwnicy pod Baranami poznała gitarzystę Marka Jackowskiego, swojego przyszłego męża i artystycznego partnera. Maanam potrzebował kilku lat, by z założonego w połowie lat 70. zespołu Maanam Elektryczny Prysznic stać się jedną z najważniejszych sił na polskiej scenie rockowej. Przełomem był koncert na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w czerwcu 1980 r. Zespół zaprezentował dwie piosenki: „Boskie Buenos” i „Żądzę pieniądza”, i wielokrotnie bisował. To świetne rockowe utwory z bardzo dobrymi tekstami, ale wrażenie zrobiła przede wszystkim Kora. Krótkowłosa, z mocnym makijażem, pewna siebie. Umiejąca śpiewać, ale niebojąca się krzyku. Wyzywająca, według ówczesnych standardów może nawet wulgarna, jednak zarazem kobieca i fascynująco tajemnicza. Wyszła na scenę nie po to, by się podobać, ale po to, żeby wziąć to, co się jej należało. Za opolskim sukcesem poszły wyprzedane koncerty i udane płyty pełne przebojów: „Maanam” (1981), „O!” (1982), „Nocny patrol” (1983), „Mental Cut” (1984). Zespołem zaczęły się interesować agencje koncertowe i wytwórnie płytowe z zagranicy. Mieli taką pozycję, że nie zaszkodził im nawet zakaz prezentowania nagrań w mediach nałożony za odmowę zagrania koncertu dla radzieckich dygnitarzy (to wtedy Marek Niedźwiecki obchodził cenzurę, puszczając słuchaczom zapętlony perkusyjny wstęp utworu „To tylko tango”) - zresztą po kilku miesiącach uchylony. Władzy ludowej nie udało się uciszyć Maanamu - zamilkł sam. Po kilku wściekle intensywnych latach spędzonych w często trudnych, polowych warunkach, ale również na niekończącej się imprezie muzycy byli wypaleni. Zmęczeni branżą i sobą nawzajem. Nie przetrwało też małżeństwo Jackowskich. Kora rozwiodła się z Markiem w 1984 r. i postanowiła zająć się synami, ułożyć sobie na nowo prywatne życie (u boku Kamila Sipowicza, filozofa, dziennikarza i poety), odpocząć od sceny. Nie na długo, bo i Maanam później wracał w różnych wcieleniach (zespół wydał jeszcze siedem płyt studyjnych, ostatnią - „Znaki szczególne” - w 2004 r.), i sama Kora szukała nowych wrażeń, inspiracji oraz sposobów na artystyczną samorealizację. Zaskakiwała skrajnościami. Ledwie parę lat dzieli arcymroczną płytę „Bela Pupa” z utworami krakowskiego undergroundowego poety i muzyka Piotra Marka, nagraną przez zespół Püdelsi z towarzyszeniem Kory i Macieja Maleńczuka, od albumu „Ja pana w podróż zabiorę” z piosenkami Kabaretu Starszych Panów. Ostatnia solowa płyta Kory „Ping pong” (2011) to album rockowy dla fanów Maanamu. Już jednak jego wersja specjalna („Ping pong − Małe wolności”) pokazuje Korę zanurzoną w brzmieniach elektronicznych, klubowych. Jej odwaga nie zaczynała się i nie kończyła na scenie. Nie bała się tematów tabu. Śmiało opowiadała o swojej seksualności, ale i domagała się tolerancji dla osób LGBT. Głośno i rzeczowo mówiła o potrzebie legalizacji narkotyków i szkodliwości ich penalizacji. Mówiła (i śpiewała) o problemie pedofilii wśród duchownych. Upominała się o prawa kobiet, w tym prawo do aborcji. Komentowała życie społeczne i polityczne. Artyści też mają poglądy na te sprawy, lecz zwykle ich nie ujawniają z obawy, że część publiczności może się poczuć urażona lub zakłopotana. Kora nie kalkulowała. W 2013 r. zdiagnozowano u niej raka jajnika w zabójczej, czwartej fazie. Walkę z chorobą również toczyła publicznie. Nie po to, by pocieszać się wyrazami współczucia, ale po to, by pokazać niewydolność systemu opieki zdrowotnej, upomnieć się o godność i prawa pacjentów. W maju 2018 – w jednym ze swoich ostatnich wywiadów – wyznała: „Powiem krótko: w życiu najważniejsze jest życie. Jak się je kocha, zaczyna się je doceniać”.

Jarek Szubrycht

Zdjęcie profilowe: Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta