KingaZygma

Kinga Zygma

  • Zmarła:

    29.08.2015, Viersen


Wspomnienie Józefa Wróbla
o Kindze Zygmie


Kingę poznałem w 1975 roku, jeszcze przed studiami, kiedy przygotowywaliśmy się do udziału w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Długie godziny siedzieliśmy w domu życzliwie wspierani przez jej matkę, serdeczną i zawsze pomocną Masię, której los nie oszczędził przeżycia śmierci córki; zmarła rok później.
Trochę dalej był ojciec Zdzisław, który wprowadzał intelektualny ferment, sam trochę poetyzujący i uprawiający krytykę literacką.

Niedawno pisząc o nim wspomnienie Bogdan Loebl przywołał wiersz Imię, którym ojciec witał nowo narodzone dziecię:

Liście świstały kołysanki
gdyś przyszła
a zmrokiem z wolna zakołysał
powiew dzwonu...
ludzie mówili:
"Anioł Pański"
lecz ja wiedziałem:
moją radość
obwieszcza dzwon
Kin-ga, Kin-ga...
Tak narodziło się Twe Imię
imię szczęścia.

Pewnie szczęśliwy ojciec wypowiedział też drugie imię: poetka.


Razem zaczęliśmy studia polonistyczne. Inteligentna, wielostronnie uzdolniona Kinga
szła przez nie bez potknięć, ale końca ich nie sformalizowała. Kiedy ja broniłem pracę magisterską,
Kinga składała do Wydawnictwa Literackiego debiutancki tomik Minuta mówienia.
Recenzja z niego była moim debiutem krytycznoliterackim.

W czasie studiów Kinga wyszła za mąż za Wojtka wchodząc trochę dysharmonijnie, trochę poete maudit,
do zacnej mieszczańsko-inteligenckiej krakowskiej rodziny. W rodzinie poetycka niekonwencjonalność
nie była obca, wszak Wojtek był kuzynem Andrzeja Bursy. Lata osiemdziesiąte to kilkuletni pobyt w Paryżu
a potem już w niemieckim Viersen. Jeszcze stamtąd próbuje wejść w poetycki obieg w kraju,
ale z odległości to trudne.

Wydaje kolejne dwa tomiki poetyckie   
1998 – Pęknięte naczynie,
1998 – Wyjazdy, powroty.

Następne cztery
1998 – Czary,
1998 – Martwa natura ze starym małżeństwem,
1999 – Chryzantema
2000 – Ciemna twarz rok po roku, a nawet częściej, drukuje Wojtek a rozchodzą się w kręgu znajomych
i przyjaciół. To jednak poetycka pustynia a dialog z czytelnikiem jest jednak, jak pisał Norwid, „nie tylko obcowaniem myśli, ale i onej wyrobu warunkiem istotnym”. Po kilkuletniej przerwie znajduje Kinga pasję,
która towarzyszyć jej będzie do śmierci, a nawet przekroczy jej granice. Najpierw włącza się jako dyskutantka
w dialogi blogerów, by w 2008 roku założyć swój blog Bobika, pieska chyba wielorasowego, ale żywiołowego
i przyjaznego światu. Oddała Kinga pióro lżejszemu pisaniu, satyrze, limerykom, poetyckim żartom.
A pióro miała błyskotliwe, zrymować potrafiła wszystko, choć nie dla rymu pisała. Zaangażowała się
 w komentowanie spraw polskich uderzając w obskurantyzm i zaściankowość myślenia.
Spontaniczny kontakt z odbiorcą to był jej żywioł.

Wchodziła w spór z oponentami, zawierała sojusze z podobnie myślącymi, rodził się klub wirtualnych przyjaciół, którzy wkrótce zamieniali się w przyjaciół realnych. Ta siatka obejmowała cały świat, a Kinga spotykała się
z nimi w Londynie, Brukseli, Paryżu, w Krakowie. Społeczność tę poraziła informacja, że dopadł ją wróg,
z którym rzadko się wygrywa.


Drugi obszar pasji, ale jednocześnie pracy zawodowej to pomoc dla uchodźców.  Przychodzili do niej nie tylko
do biura, ale i do domu, który rozbrzmiewał różnymi językami i mienił się różnymi kolorami skóry. Szczególnie garnęli się do niej uchodźcy rosyjskojęzyczni, bo jednak jest to język tam mało popularny. Kiedyś na zamówienie przywiozłem jej też z Paryża podręcznik do nauki suahili, ale nie wiem, jak daleko postąpiła w tym języku.
Wreszcie Kinga postanowiła uzyskać poświadczone dyplomem kwalifikacje i zaczęła studiować pedagogikę kultury w Fachhochschule M’Gladbach. Ukończyła ją summa cum laude. Z tym poszła do szkół opracowując oryginalny program artystycznej edukacji. Do końca jednak go nie zrealizowała.


Jedno z ostatnich zdjęć Kingi przedstawia ją siedzącą przy stole, zwróconą półobrotem do obiektywu. Ta pozycja, głowa w dwukolorowym zawoju, wreszcie wizualne podobieństwo jest oczywistą stylizacją na Dziewczynę z perłą Jana Vermeera. To jest Kinga, która żegna się z nami i jak ten wiecznie żywy portret próbująca przezwyciężyć śmierć. Portret zadziwiająco młodzieńczy, choć wiemy, że ten zawój to nie kokieteria; naznaczony nadchodzącą śmiercią. Na ile skutecznie przezwycięży niebyt? Na tyle, na ile trwać będzie nasza o niej serdeczna pamięć. Opiekunem tej pamięci jest Wojtek, który jej dorobek zebrał i udostępnił na portalu: www.zygma.de.


Kinga Zygma zmarła 29 sierpnia 2015 w Viersen. Tam również jest pochowana.

                            

                                    Józef Wróbel




Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    12.09.2018
    Gosia z sąsiedztwa
  •  
    05.09.2018
    malgorzata ryba gawlik
  •  
    05.09.2018
    Jarek
  •  
    05.09.2018
    Jarek
  •  
    01.09.2018
    Tetryk56
  •  
    29.08.2018
    Ewa -łabądek
  •  
    29.08.2018
    haneczka
  •  
    29.08.2018
    Aga
  •  
    29.08.2018
    Marlena
  •  
    29.08.2018
    Iza
  •  
    29.08.2018
    czytelniczka
  •  
    29.08.2018
    Małgosia
  •  
    29.08.2018
    Maria
  •  
    29.08.2018
    Maria
  •  
    29.08.2018
    Zofia
  •  
    28.08.2018
    Jolanta Koczur
  •  
    27.08.2018
    Wojtek
  •  
    27.08.2018
    Gosia
  •  
    27.08.2018
    Jarek
  •  
    27.08.2018
    Jarek

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych