Witold Stanisław Domański

Witold Stanisław Domański

  • Urodzony:

    13.10.1914, Warszawa

  • Zmarły:

    25.02.2008, Warszawa

  • Pochowany:

    Cmentarz Bródnowski w Warszawie

Stroną opiekuje się: Witold Domański jr

Mój ojciec, Witold Stanisław Domański urodził się w dniu 13 października 1914 r. w Warszawie, ale kiedy miał 5 lat rodzina przeniosła się do Skierniewic, ponieważ jego ojciec - Stanisław, objął posadę dyrektora majątku SGGW tam właśnie usytuowanego. Po ukończeniu szkoły dostał się na Politechnikę Warszawską, ale ze względów finansowych nie zdołał jej ukończyć i wstąpił do wojska.

Najpierw była Szkoła Podchorążych Piechoty w Różanie, potem 31. Pułk Artylerii Lekkiej w Toruniu, a na koniec powrót do domu czyli do Skierniewic, gdzie stacjonował 26. PAL


Podczas wojny brał udział m.in. w walkach nad Bzurą, za co odznaczono go Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Dość długo, a konkretnie 32 lata, przyszło poczekać aż przypną Mu go do piersi. Odznaczenie wręczono Ojcu dopiero w lipcu roku 1971.


Tam też, tzn. po walkach nad Bzurą, pod Sochaczewem, 19 września skończyła się dla Niego wojna, a zaczęła niewola.


Niewola - to oczywiście obóz w Woldenbergu, wcześniej jeszcze krótko w Prenzlau. O negatywach tej pięcioletniej kuracji odchudzającej na brukwi i stokfisie nie ma co pisać, natomiast niewątpliwym zyskiem było dobre zaznajomienie się z językiem angielskim. W obozie w Woldenbergu „odchudzali się” również anglojęzyczni wiec była okazja. Woldenberski kurs angielskiego bardzo się ojcu w powojennym życiu przydał.


Kiedy Niemcy uciekając przed Rosjanami gnali jeńców na zachód, wraz z kilkoma kolegami zagrzebał się w sianie w stodole, w której nocowali. Mimo rannego „przeszukiwania” tego siana bagnetami niemieckich żołnierzy udało im się jakoś ocaleć i wyruszyć na wschód. Decyzja odważna, krytykowana przez wielu współtowarzyszy woldenberskiej niewoli wspominających Katyń.


Wielki miał w niej udział fakt, ze w kraju pozostała panna Helena Kwiatkowska, swego czasu studentka SGGW, odbywająca przed wojną praktyki właśnie w skierniewickim majątku. W roku 1946 panna Kwiatkowska zmieniła nazwisko na Domańska.


Życie byłego oficera w ludowej ojczyźnie nie było usłane różami. Zmobilizowany wkrótce po powrocie, trafił ponownie do ... Torunia. Nie jestem pewien czy można nazwać przygodami to co działo się w tamtych koszarach, ale działo się bardzo wiele a zakończyło dla Ojca w lutym 1946 r. Na odchodne opatrzony został pismem „Charakterystyka Służbowa” nadmieniającym, że obywatel jest „dobrze rozwinięty i kulturalny” ale „wykazuje jaskrawie reakcyjne poglądy. Przeciwnik demokratycznego ustroju Polski. Negatywnie nastawiony w stosunku do Związku Radzieckiego i oficerów Armii Czerwonej”. Koniec cytatu. Polecam napisane przez Ojca wspomnienia pt. „Z koroną i bez” wydane przez oficynę wydawniczą „Ajaks”. Tam znaleźć można więcej takich pikantnych kawałków opisujących zderzenia kulturowe z ludźmi wschodu. Bo przecież w tym „polskim wojsku” dowódcami byli w zdecydowanej większości Rosjanie. Rosjanie źli i dobrzy, bo nie sposób nie wspomnieć że przed poważnymi reperkusjami hardej postawy ojca uchronił go właśnie jeden z rosyjskich dowódców. A poszło o odpowiedź podczas odprawy z dowódcą pułku na pytanie „dlaczego Domanskij w waszej baterii jest zero dezercji a w innych tak wiele?”. Odpowiedź brzmiała „bo ja ich nie okradam i traktuję jak ludzi”. Tego pułkownik zwycięskiej armii płazem puścić nie mógł! Ciężkie chmury zawisły nad ojcem po tym wystąpieniu i nie wiadomo, w której części świata by się znalazł gdyby nie inny dowódca, niższego szczebla, który uratował go odsyłając z jednostki na kurs łączności.


Po zwolnieniu z wojska Ojciec imał się przeróżnych zajęć, był m. in. kierownikiem krochmalni, nauczycielem, potem próbował dostać się do dziennikarstwa i przeszedł bez problemu „pisemny” w „Życiu Warszawy”, ale wtedy dziennikarstwo nie było dostępne dla przedwojennego oficera mającego na dodatek rodzeństwo na Zachodzie. Dobre pióro nie było wystarczającym argumentem.


Udało się dopiero w roku 1957. Znalazło się miejsce w „Przeglądzie Sportowym”, w którym doczekał Ojciec emerytury w 1976 roku. Jako człowiek z wewnętrzną koniecznością stałej aktywności nie zasiadł jednak przed telewizorem a oddał się działalności w związkach sportowych. Przez lata był sekretarzem Polskiego Związku Hokeja na Lodzie, napisał nawet książkę o wyprawach polskiej reprezentacji do Kanady. Pracował również na rzecz sportu z którym związany był przez całe praktycznie życie, czyli jeździectwa. W roku 2007 uhonorowany Złotym Medalem Polskiego Komitetu Olimpijskiego „Za zasługi dla polskiego ruchu olimpijskiego”


Zmarł 25 lutego 2008 r. w Warszawie. Został pochowany na Cmentarzu Bródnowskim.


Witold Domański jr


Materiał zamieszczony na stronie
http://woldenberczycy.pl/

 

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    15.04.2019
    Witold Domański jr

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych