KrzysztofMarasek

prof. dr hab. Krzysztof Marasek

  • Zmarły:

    13.11.2019

Prof. dr hab. Krzysztof Marasek zmarł  w dn. 13.11.2019 r

 

Krzysztof Marasek, syn Andrzeja i Marii Bzowskiej, pochodzi z warszawskiej rodziny. Urodził się  latem 1958 r. w szpitalu przy ul. Madalińskiego czyli w tym samym miejscu i czasie co ja. Młodość spędził na warszawskiej Pradze gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej, w której zawiązał się ponad półwieczną przyjaźnią ze szkolnym kolegą Czarkiem.

My poznaliśmy się gdy Krzysztof przeprowadził się na Osiedle Żelaznej Bramy do bloku mieszkalnego przy ulicy Pereca. W momencie gdy dwa lata później znaleźliśmy się we wspólnej klasie LO im. Traugutta (dawniej przy ul. Smoczej) to przez całe liceum chodziliśmy razem do szkoły  i często dzieliliśmy też wspólnie  czas pozalekcyjny. Krzysiek był z jednej strony wyróżniającym się uczniem z przedmiotów ścisłych, z drugiej zaś strony nie stronił od różnych aktywności fizycznych  i imprez sportowych czy prywatek. Nasze domy były dla nas zawsze otwarte a nasi rodzice (w tym Państwo Maria i Andrzej Maraskowie) zawsze nas w tym mocno wspomagali. Nasze charaktery kształtował dom, szkoła oraz lekcje religii prowadzone w małej salce parafialnej kościoła przy  ul. Chłodnej.     Wówczas też zaczęły się wyjazdy i wspólne spędzanie wakacji. Pierwszym z nich była szkolna wycieczka klasowa w Tatry a później były one  kontynuowane przez okres studiów i początkowy  okres pracy zawodowej. Wspominam wyjazdy wędrowne po Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, żeglarskie wyjazdy szkoleniowe nad Jezioro Sasek Wielki koło Szczytna czy nad jezioro Gowidlińskie na Kaszubach. To one także ukształtowało nas jako ludzi ale i jeszcze mocniej pogłębiały naszą przyjaźń. Potem były „saksy”, które dla nas były prawdziwą szkołą charakterów. Pomimo rynkowych braków okresu gierkowskiego „to były fantastyczne  czasy”, a my byliśmy młodzi i  czerpaliśmy z życia „pełnymi garściami”.     

W trakcie studiów na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej Krzysiek  pojechał na studencką wycieczkę treakingową do Egiptu i Sudanu. Na tym wyjeździe poznał swoją wielką miłość i jednocześnie przyszłą żonę Kasię. Zyskał wówczas nową rodzinę, z którą wspólnie zamieszkał. Po  trzech latach jako owoc związku z Kasią  na świat przyszła córka Agnieszka i od tego momentu  Krzysiek mógł przez wile kolejnych lat  cieszyć się  pełnią rodzinnego życia. A wyjątkowo dobrze umiał się też „dogadać” ze swoja teściową Wandą.

Krzysiek zaczął się  realizować  jako naukowiec. W 1992 r. obronił doktorat, szybko zrobił habilitację na Uniwersytecie w Stuttgarcie, a w 2015r uzyskał z rąk Prezydenta RP stopień profesorski. Będąc od lat związany z Polsko-Japońską Akademią Technik Komputerowych prowadził także gościnne wykłady na  polskich i zagranicznych uczelniach, był członkiem Rady Naukowej IPPT PAN, autorem szeregu publikacji oraz licznych  polskich i amerykańskich patentów z dziedziny komputeryzacji. Dla mnie jako „laika” największym jego osiągnięciami były jednak ogólnie dostępne pozycje z szeroko rozumianej komputeryzacji „dla mas”’ czyli dla  nas wszystkich. To Krzysiek właśnie poprzez „Przewodnik po ZX SPCTRUM” czy nieco później poprzez  pozycję „Komputery osobiste” przygotował dla nas podwaliny pod szeroko rozumianą powszechną komputeryzację. Jednak zawsze najważniejsza była dla niego rodzina o czym dobitnie świadczyła dedykacja wspólautorów w Przewodniku „naszym dziewczynom dużym i małym”.

       Rozpoczął się okres wspólnych wyjazdów rodzinnych głównie z Czarkami, Markami, Justyną i nami. Na ogół celem były  Kopalino i Lubiatowo położone  nad polskim wybrzeżem. W grupie przyjaciół z dziećmi i psami cieszyliśmy się długimi wędrówkami nad wówczas  puste i dzikie plaże, skakaliśmy  na bałtyckich falach, szaleliśmy na rowerach czy wspólnie spędzaliśmy długie  wesołe wieczory.  Gdy pojawił się dylemat kontynuacji nauki przez córkę Agnieszkę w liceum Krzysiek bez wahania  zdecydował się zawiesić swoją zagraniczna karierę i rodzina podjęła decyzję o   powrocie ze Stuttgartu do kraju. Ponownie został moim sąsiadem gdyż zamieszkał miejscu w którym ja z żoną Barbarą mieszkałem już od lat tj. w Falentach koła Raszyna. Krzysiek wybudował tu dom posadził liczne drzewa- i chyba wówczas  poczuł się życiowo w pełni spełniony. Apogeum było pojawienie się dwóch wnuków: Tomka i Kuby- jakże szkoda, że tylko tak krótko mógł się nimi nacieszyć.    Przeżyliśmy tu mnóstwo wspaniałych  koleżeńskich spotkań, a od samego początku towarzyszyli tu Krzyśkowi wierni przyjaciele tj. rodziny Iwańskich i Zalewskich. Jego  własna rodzina zaczęła „funkcjonować” już w sposób typowy osiadły. Jednak w podświadomości Krzyśka zrodziła się potrzeba do przeżywania wielkich podróżniczych przygód. Towarzyszyłem mu w eksploracyjnych wyjazdach: w Góry Skaliste, na Klimandżaro, w pojedynczych wyjazdach na szereg szczytów Korony Polskich Gór a na moim niewielkim treakingowym pontonie przemierzyliśmy szereg  wodniackich szlaków naszego kraju. Zrealizował podróże:  w nepalskie Himalaje, do Tybetu i w Himalaje po stronie chińskiej towarzyszyła mu córka Agnieszka, do Australii towarzyszyła mu Kasia i Czarkowie. Szlaki zabytków i starszej śródziemnomorskiej architektury „rozpracowywał” głównie  z  małżonka Kasią i Langwaldami. Do Nowej Zelandii i na wyczerpującą pielgrzymkę do Madonna di Compostello wybrał się po prostu sam. Naszą ostatnią wspólną wyprawą było przejście szlaku wzdłuż koła arktycznego na Grenlandii a miało to miejsce zaledwie rok temu. Wędrując snuliśmy plany naszych dalszych wypadów i wypraw. Nie mieliśmy pojęcia, że Krzysiek już wtedy mógł być chory. Walczył do końca i  twardo niemal jak na trudnym turystycznym szlaku. Jeszcze na 3 tygodnie przed śmiercią prowadził na uczelni 4 godzinne bloki wykładowe a dwa tygodnie temu samodzielnie jeździł do Instytutu na Wawelską  na chemioterapię. Postęp choroby był jednak  nie do zatrzymania i ta definitywnie odebrała nam Krzyśka w dniu 13.11.2019r. Do ostatnich chwil swojego życia  otoczony był przez najbliższe i najbardziej oddane mu  osoby. Może dzięki temu łatwiej mu było odejść….  

Osobiście żegnam Krzyśka jako przyjaciela, towarzysza wypraw i  nierozłącznego sąsiada. Inni żegnają go jako wybitnego naukowca, wspaniałego ale jednocześnie skromnego człowieka, który w swoim życiu jako wzorowy syn, mąż i ojciec kierował się niezwykle etycznymi zasadami tj. „zwyczajną prawością” . Pomimo, że TO odejście jest ogromną stratą przede wszystkim dla  Rodziny, to dla nas wszystkich jego   przyjaciół   Krzysiek do końca naszych dni pozostanie w naszych sercach  i autentycznej pamięci !!!

 

W imieniu własnym oraz w imieniu przyjaciół Krzyśka:  Michał Fic

Więcej

x
Podaj jeśli chcesz otrzymać odpowiedź
x

Znicze

Zapal znicz
  •  
    19.11.2019
    Michał Fic

Pożegnania

Wasze wspomnienia, kondolencje i myśli o zmarłych